ONE SHOT 'Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości...
‘Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie.’
Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć. Ja ich nie mam.
Jeden rok.. dwanaście miesięcy, trzysta pięćdziesiąt pięć dni.. pięćdziesiąt dwa tygodnie, pięćset dwadzieścia pięć tysięcy sześćset godzin i trzy miliony sto pięćdziesiąt trzy tysięcy sześćset sekund – przez tyle czasu człowiek może upaść na dno. Może..
Nasza bohaterka – Francesca Cagiva właśnie przez ten czas odcięła się od świata. Siedziała w pokoju, płakała i piła wodę. Jeśli chodzi o jedzenie – jadła, ale rzadko.
Jej czarne włosy opadają na bladą skórę i podpuchnięte od płaczu oczy.
Większość z Was zastanawia się dlaczego.. czym to może być spowodowane ?
A niektórzy myślą ‘ Jak ona mogła się tak zaniedbać ?! Wygląda okropnie !’ lub ‘ Użala się nad sobą..’ lecz akurat to nie była prawda.
Prawda była inna. Prawda była okrutna, prawda była brutalna. Jej chłopak – Marco.. Praktycznie były chłopak.. Zmarł. Umarł. Nie wytrzymał..
Kochał ją ponad życie. Kochał.. ale bał się. Bał się brutalnej prawdy. Okłamywał ją. Nie potrafił.
Niby przypadkowe spotkanie, a tyle w ich życiu zmieniło. Byli.. byli szczęśliwi. Ale nie tego dnia.. 15 listopada 2014..
Para była pokłócona. Marco coraz mniej był zaangażowany w związek.
Ale dlaczego ? Bo chciał coś powiedzieć..
Ale co ? ...
Po prostu nie potrafił. Chciał, tak bardzo chciał.. Ale nie miał odwagi przyznać się do błędu. Pieprzony egoista.
Gdy chciał jej wszystko wytłumaczyć – nie chciała go słuchać. Lecz nie miała wyboru..
-Myślę o tym jak ci to powiedzieć. Myślę i nie mogę przestać. Ale proszę wysłuchaj mnie. Zapomniałem o wszystkim bo próbuję ci coś powiedzieć, ale nie umiem. Nie potrafię..Byłem w więzieniu. Zgwałciłem moją byłą dziewczynę, która chciała ze mną zerwać. Zgwałciłem, podciąłem gardło i schowałem zwłoki. Znaleźli mnie, siedziałem. Nie wytrzymałem – uciekłem. Wtedy chciałem zmienić swoje życie.. Zmieniłem fryzurę, zmieniłem styl.. Chciałem to zacząć od początku. Zakochałem się. Po uszy. W tobie. Ale musiałem ci to jakoś powiedzieć.. Ja się zmieniłem. Francesca, nie opuszczaj mnie ! – powiedział.
Dziewczyna stała w osłupieniu. Jej oczy zaszkliły się. Odeszła, bez słowa. Rzuciła pierścionek zaręczynowy w kąt. Nie wróciła.
Tydzień później dowiedziała się, że Marco nie żyje. Powiesił się. Przyczyny nie znał nikt, tylko ona. Wróciła do domu. Ich domu. Siedziała cały rok na kanapie płacząc i wspominając. Oglądała album ze zdjęciami. Czytała posty opublikowane na twitterze przez nią jak i jego.
Żyj tak, żeby płakali po Tobie, a nie przez Ciebie.
Właśnie dziś.. dziś mija rok. Pierwszy raz wstała. Wstała, podeszła po ciuchy – jak zawsze czarne. Ubrała czarną spódnicę, czarne rajstopy, czarne glany i czarną bluzkę. Nałożyła czarną kurtkę i wyszła.
Szła na cmentarz.
Kiedy się tam znalazła, poszukała jego grobu. Popatrzała. Zaczęła płakać.
Już powinny się jej zmarnować łzy po 356 dniu płaczu ale nie..
Podpaliła znicz i usiadła na ławkę. Myślała o nich.. Nie wiedziała co się z nimi stało, ale dobrze pamiętała to wspomnienie jakby było ono wczoraj..
Deszcz zaczął padać – nie odchodziła. Deszcz zaczął lać – siedziała. Przyszła burza – nie ruszała się z miejsca.
A może właśnie chciała śmierci ?
Przemoknięta wstała. Udała się do wyjścia. Widziała ludzi uciekających do domu, z małymi dziećmi.. Pary całujące się w deszczu.. Kiedyś też tak miała. Kiedyś..
Tak idąc zamyśliła się i wpadła na pewnego pana.
-Przepraszam – powiedziała nawet nie patrząc i już chciała odchodzić, ale on zawołał :
-Poczekaj.
Popatrzała na niego swoim pustym wzrokiem. On na nią też. Byli w podobnej sytuacji.. Oby dwoje bladzi, wychudzeni, smutni, z podpuchniętymi oczami..
-Jestem Diego – uśmiechnął się blado i podał jej dłoń. Patrzała.. pierwszy raz od 12 miesięcy coś powiedziała: Francesca..
I tak właśnie zaczęła się ich znajomość. Chłopak – Diego zaprosił Fran do siebie. Porozmawiali. Wyżalili się sobie.
Ona – dowiedziała się, że Diego jest chłopakiem z sierocińca. Nie miał nikogo. Nigdy. Uciekł z domu dziecka, żył sam. Miał przygodę z narkotykami, odwykiem, dilerami..
Czuła się przy nim inaczej. Mówiła otwarcie, nie wstydziła się. Czuła się dobrze.
-A kiedy masz urodziny ? – zapytał. Posmutniała. Łza zakręciła jej się w oku
-Dzisiaj – odpowiedziała – wiesz co ja już może pójdę..
-Nie, poczekaj. Nigdzie nie pójdziesz. Najpierw będziemy świętować twoje urodziny – chłopak poszedł po szampana. Otworzył go i wypili dwa kieliszki. Złożył jej życzenia.. Przytulił ją.
Rozmawiali, jak przyjaciele od dzieciństwa.
Ale dzień się skończył. Odeszła. Chciała iść sama – odprowadził ją. Objął ją żeby nie zmarzła.
Niby wszystko jak w bajce..
Powróciła do tego miejsca w którym siedziała cały rok. Już gdy poczuła ten zapach zaczęła płakać. Była sama, samotna. I właśnie tego nienawidziła. Nienawidziła samotności.
Samotność. Boli jak oparzenie, przypomina o sobie jak trauma.
Oprócz Marco nie miała nikogo. Sama mu się dziwiła, że ją lubił, a raczej kochał.
Kolejna samotna noc, kolejna przepłakana noc. Nie znam osoby, która rodziła sobie jak Fran. Inni już dawno by się zabili..
Rankiem wstała, poszła do łazienki i spojrzała w lustro. Nie widziała niczego dziwnego. Widziała chudzielca który wygląda jak potwór. Nie przejmowała się. Wzięła tabletkę i wyszła.
Szła na spacer. Znowu go spotkała.
I tak było przez kolejny miesiąc. Polubili się. Chociaż ona w ogóle się do niego nie uśmiechała, polubiła go.
Czasami zastanawiała się czy mógłby zająć miejsce w jej sercu. Kochała Marco, ale ją zranił. Zranił i odszedł. Była na niego zła, ale i na siebie. Miała wyrzuty sumienia. Chciała mu być wierna.. choć go nie ma.
Znów nadszedł wieczór. Zaczęło lać. Szli przytuleni do siebie. Wszystko było dobrze, gdyby nie nadjeżdżający samochód. Pijany kierowca spowodował wypadek..
Pewnego dnia obudzisz się i dojdzie do ciebie ile dla ciebie znaczę, i kiedy ten dzień nadejdzie ja obudzę się obok chłopaka, który o tym już wiedział.
Obudziła się. Otworzyła oczy – znajdowała się w całym białym pomieszczeniu. Spojrzała w lewo – siedział. Siedział obok niej. Uśmiechnął się..
-Francesca – powiedział.
Popatrzała w jego oczy. Nie mogła wytrzymać. On tak samo. Po chwili ich wargi się dotknęły i złączyły w pocałunku.
Kiedy się od siebie odsunęli, pierwszy raz od roku i miesiąca uśmiechnęła się. Uśmiechnęła się, szczerze.
-Wiem, że znamy się krótko. Wiem, że teraz masz mnie za wielkiego debila ale ja nie wytrzymałem. Przepraszam. Jesteś jedyną osobą która mnie rozumie. Od pierwszej chwili wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Ale i tak to niczego nie zmienia. Przepraszam – powiedział i już miał odchodzić, ale ona pociągnęła go za rękę i namiętnie pocałowała.
"Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy."
Wszystko było dobrze. Ładnie im się układało. Niby lepiej być nie mogło.. Ale zobaczyła go z inną. To zabolało. Całowali się. Uciekała do domu. Nie wytrzymała. Biegł za nią.
Gdy była w domu pobiegła do tego miejsca gdzie powiesił się Marco. Zamknęła drzwi. On pukał, chciał je wyważyć. Krzyczał, żeby nie popełniła błędu którego pożałuje..
-Francesca, to nie tak ! Ja wiem jak ty się teraz czujesz, że ty jesteś na mnie zła. Ale daj mi to wytłumaczyć. Wiem, że czasu nie cofnę ale to nie tak jak myślisz. Ona była dziewczyną mojego dilera.. Proszę otwórz.
Po 10 minutach odszedł. Zawiadomił policję o całej sprawie ale sam odszedł. Nie potrafił tego wytrzymać. Nie chciał tego widzieć..
Ona biła się z myślami. Teraz albo nigdy.. Po co ma tyle cierpieć ? Cierpiała na Ziemi. Teraz będzie cierpieć w piekle.
Wzięła sznur i nieśmiało włożyła na swoją głowę. Zawahała się.. Szybko złapała telefon bo usłyszała jak ktoś do niej dzwoni. Odrzuciła połączenie. Włożyła całą głowę w sznur i zawiązała go. Usłyszała ostatnią wiadomość – ma wiadomość głosową. Swoją bladą rączką kliknęła na jeden z przycisków. Spadł jej telefon. Umierała. Nie czuła, nie słyszała. Tylko płakała..
Gdy już zakończyła swoje życie z telefonu wydobyła się wiadomość :
Hej skarbie, to ja. Dzwonię, by powiedzieć, że kocham Cię bardzo, bardzo, bardzo, bardzo mocno. Chcę byś wiedziała, że jesteś moją księżniczką...jesteś warta całej miłości świata. Jesteś miłością mojego życia.
_________________________________________________________________________
I jak się podoba?Bo mi bardzoo <3 Utalentowana dziewczyna z niej prawda?:*

.gif)




O .. boziu ! :*
OdpowiedzUsuńKocham cie...
Dziekuje za mile slowa ♡
I przepraszam za brak polskich znakow D;
Ale nie wazne.. dziekuje ze wybralas mojego ossa i za mile slowka ;**
~Patiii♡